Cichy bohater Wydziałowego Teamu Biegowego ZiE PG

  • Mowa o Maksymilianie Krajewskim, studencie I roku Zarządzania w języku angielskim. Członek Wydziałowego Teamu Biegowego ZiE PG, który jako jedyny reprezentant Wydziału przebiegł samodzielnie 9 kwietnia Gdański Maraton.

    Skąd pomysł na dołączenie do Wydziałowego Teamu Biegowego ZiE PG?

    Początki tym razem były bardzo łatwe. Znalazłem na stronie Wydziału informację, że taki Team powstaje i już planuje konkretne starty. Lubię biegać, na horyzoncie pojawił się gdański maraton, więc pomyślałem, że w końcu spróbuję i pobiegnę dla ZiE. Tym bardziej, że dla pierwszych zapisanych czekała wydziałowa koszuleczka (śmiech).

    Z pewnością nie wszyscy przebiegną od razu maraton. Czy trzeba być profesjonalistą, aby pokonać taki dystans?

    Zdecydowanie nie, czego sam jestem przykładem. Tegoroczny maraton był pierwszym w mojej karierze.  W ogóle to były pierwsze poważne zawody, na których biegłem. Zazwyczaj biegałem bardziej dla siebie, hobbystycznie. Oczywiście przed maratonem trzeba było trochę więcej pobiegać, ale nie oznacza to, że jest to dyscyplina tylko dla najlepszych – oczywiście profesjonalizm w przygotowaniu mile widziany.

    Jak przebiegały przygotowania?

    Przygotowania zajęły trochę czasu. Dotychczasowe przechadzki zamieniły się w treningi. Wszystko rozpoczęło się na dobre trzy miesiące przed startem. Wtedy to zacząłem biegać, co 2-3 dni dłuższe dystanse.

    Włącznie z dietą?

    Nie, nie. Będąc studentem, ciężko jest być na jakiejkolwiek diecie (śmiech).

    Jak oceniasz swój występ?

    Średnio. Myślałem, że będę trochę szybszy…

    Czas i tak masz godny podziwu.

    Z czasem 3 godziny i 42 minuty uplasowałem się zdecydowanie w pierwszej połowie. Zostawiłem jakieś 1800 biegaczy za mną. To może cieszyć, jednak zawsze patrzę do przodu, szczególnie na zawodników, którzy reprezentują wysoki poziom. Jest nadzieja na przyszły rok.

    Co Ci się najbardziej podobało?

    Oczywiście to, że można było pobiegać i przy okazji się najeść (śmiech). Co kilka kilometrów były banany, woda, a na koniec drożdżówki! Tak na poważnie - oprócz samego biegania - to atmosfera, duży doping na trasie. Słychać było wsparcie od ludzi powiązanych z Wydziałem. Ciekawe były przebrania niektórych maratończyków. Niecodziennie można zobaczyć biegnącą obok baletnicę.

    Pojawiały się kryzysy?

    Za wszelką cenę tego nie dopuszczałem do siebie. Byłem zmotywowany i cały czas sobie powtarzałem w głowie, żeby go nie złapać. Inaczej bym nie wytrzymał i musiał się zatrzymywać jak inni. Myślę, że wszystko rozgrywa się w głowie.

    Jakie masz rady dla przyszłych maratończyków?

    Przede wszystkim, żeby nie bali się wystartować i podobnie jak ja biegli pierwszy maraton dla siebie, żeby zobaczyć, czy dadzą radę i jaki będą mieli czas. Udowodniłem nie tylko sobie, że dam radę, doskonale przy tym się bawiąc. Pamiętajcie, że w takim biegu bardziej liczy się determinacja niż kondycja.

    Czy to w maratonach czujesz się najlepiej? Jaki jest Twój ulubiony dystans?

    Szczerze przyznam, że w maratonie biegnie się wolno. Może trochę za długo. Na pewno nie najlepiej jest tuż po maratonie. Potrzeba kilka dni, żeby zregenerować siły. Moim ulubionym dystansem jest dystans od 7 do 10 kilometrów.

    Jakie plany startowe na najbliższe miesiące?

    Jeszcze o tym nie myślałem, na razie żyję jeszcze maratonem.  Na pewno dołączę do jakichś startów z Wydziałowym Teamem ZiE PG, bo to przynosi większą radość z biegania. Mam nadzieję, że dołączy jeszcze więcej studentów. W końcu niecodziennie biega się z Panią Dziekan czy innymi wykładowcami J

     

    Dziękujemy i życzymy kolejnych sukcesów sportowych!